No i ciągle jeszcze u mnie kołomyja...totalny bajzel i bałagan. Mam wrażenie, że nic nie jest na swoim miejscu. Aczkolwiek widzę, że już pewne rzeczy w żółwim tempie zaczynają wskakiwać na swoje miejsca. I dobrze....bo jeszcze trochę i siądę ze zdrowiem z nadmiaru stresu, nerwów, ciągłych zmian w tej ciągłej gonitwie. Spokój widzę hen! za horyzontem, tam gdzie niebo styka się z ziemią i aczkolwiek jest on jeszcze dla mnie w ogóle nieosiągalny, tak z każdym dniem ten dystans się zmniejsza. Pierwszy rok akademicki już prawie za pasem...przede mną kolejna sesja, do której już powoli siadam, w domu sytuacja chyba też się normuje, za to w pracy....brak słów. Opuściłam w końcu wcześniejsze stanowisko, przeszłam na inne co, jak się później okazało, skończyło się spadkiem z deszczu pod rynnę. Na szczęście nie potrwało to długo ponieważ wróciłam do moich starych obowiązków, przy których mam nadzieję w końcu odzyskać upragniony spokój a za którym już naprawdę bardzo tęsknię. Nie pamiętam już nawet jak on smakuje...Ostatnie miesiące od kwietnia zeszłego roku, niemal zupełnie wytraciło ze mnie wszystkie siły. Ileż można żyć w stresie, napięciu i solidnej, dziennej porcji nerwów? Na dłuższą metę człowiek sam w sobie staje się kłębkiem nerwów. Tak i też stało się ze mną. No ale w końcu po litrach wypitej melisy, faszerowaniu się lekami uspokajającymi, przepłakanych nocach i wystresowanych dniach mam nadzieję, że od teraz nastanie już dla mnie lepszy, spokojniejszy czas. Marzę już o wyjeździe nad morze więc nie mogę się doczekać lipca. Tam porządnie zrestetuję mózg i zbiorę utracone siły. Naprawdę mam już tego wszystkiego dość...
Czytaj dalej
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą stres. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą stres. Pokaż wszystkie posty
piątek, 29 kwietnia 2016
czwartek, 10 grudnia 2015
Idzie, idzie ....ku dobremu.
No i dowiedziałam się.
Z pierwszego kolosa dostałam 4 :)) Żeby nie było- nie ściągałam. Uczciwie się uczyłam, więc tym bardziej się z tej 4 cieszę. Wiem, że parę osób ściągało...dwie z nich dostały piątki z czego nie omieszkali się na Facebooku pochwalić. Mnie nie satysfakcjonuje pójście na łatwiznę.Wolę uczciwe zagrania nawet wtedy, kiedy droga do celu znacznie się wydłuża. No ale teraz w sobotę następny kolos... w przyszły weekend dwa kolejne. Przyznam się, że nie wiem czego się uczyć w pierwszej kolejności. Jutro urlopa wzięłam, żeby trochę poślęczeć nad książkami i jestem ciekawa jak mi to właściwie pójdzie. Przedmiot logika... wymaga , jak sama nazwa wskazuje, po trochu logicznego myślenia. Więc szczerze pisząc... nie wiem jak to będzie :) Mam nadzieję, że uda mi się i tutaj.
W pracy sytuacja też zaczyna się klarować.I to też jest dla mnie satysfakcja. Udało mi się w końcu zamknąć samej cały miesiąc i widzę, że inne rzeczy też powolutku się klarują. Dzięki temu jestem trochę spokojniejsza, stres puścił, ucisk w piersiach też, idę do pracy z trochę mniejszym strachem niż zazwyczaj i nareszcie cieszę się z wolnych weekendów. Do tej pory wychodząc w piątek do domu, nie potrafiłam skupić się na tym, że mam dwa dni wolnego, bo zaraz gdzieś tam pojawiała się myśl, że weekend szybko minie i w poniedziałek znowu trzeba iść do pracy. Chcę wierzyć, że najgorszy kryzys mam już za sobą, ale to się okaże podczas kolejnych , mijających miesięcy. Także wdzięczna jestem niektórym osobom z firmy za wyrozumiałość i cierpliwość w tłumaczeniu mi po raz setny do którego korytka ma trafić dany dokument, jak i bicie mi do głowy, że trzeba dać sobie czas na opanowanie wszystkiego....czas na wdrożenie się w nowe obowiązki... i przygotować się na niejednokrotnie silny stres szczególnie na początku. Przecież nikt nie mówił, że będzie łatwo... Ale sukces to często droga od porażki do porażki...od błędu do błędu...ale -jak to mówią- dopóki walczysz, jesteś zwyciężcą..
Co do pewnej znajomości o której bazgrałam w poprzednim poście, to ten rozdział chcę już zamknąć i nie chcę więcej tego roztrząsać. Jeśli ktoś nie potrafi być przyjacielem wtedy, kiedy jest mi źle, to nie zasługuje żeby nim być również wtedy, kiedy jest mi dobrze.
Adieu!
Czytaj dalej
Z pierwszego kolosa dostałam 4 :)) Żeby nie było- nie ściągałam. Uczciwie się uczyłam, więc tym bardziej się z tej 4 cieszę. Wiem, że parę osób ściągało...dwie z nich dostały piątki z czego nie omieszkali się na Facebooku pochwalić. Mnie nie satysfakcjonuje pójście na łatwiznę.Wolę uczciwe zagrania nawet wtedy, kiedy droga do celu znacznie się wydłuża. No ale teraz w sobotę następny kolos... w przyszły weekend dwa kolejne. Przyznam się, że nie wiem czego się uczyć w pierwszej kolejności. Jutro urlopa wzięłam, żeby trochę poślęczeć nad książkami i jestem ciekawa jak mi to właściwie pójdzie. Przedmiot logika... wymaga , jak sama nazwa wskazuje, po trochu logicznego myślenia. Więc szczerze pisząc... nie wiem jak to będzie :) Mam nadzieję, że uda mi się i tutaj.
W pracy sytuacja też zaczyna się klarować.I to też jest dla mnie satysfakcja. Udało mi się w końcu zamknąć samej cały miesiąc i widzę, że inne rzeczy też powolutku się klarują. Dzięki temu jestem trochę spokojniejsza, stres puścił, ucisk w piersiach też, idę do pracy z trochę mniejszym strachem niż zazwyczaj i nareszcie cieszę się z wolnych weekendów. Do tej pory wychodząc w piątek do domu, nie potrafiłam skupić się na tym, że mam dwa dni wolnego, bo zaraz gdzieś tam pojawiała się myśl, że weekend szybko minie i w poniedziałek znowu trzeba iść do pracy. Chcę wierzyć, że najgorszy kryzys mam już za sobą, ale to się okaże podczas kolejnych , mijających miesięcy. Także wdzięczna jestem niektórym osobom z firmy za wyrozumiałość i cierpliwość w tłumaczeniu mi po raz setny do którego korytka ma trafić dany dokument, jak i bicie mi do głowy, że trzeba dać sobie czas na opanowanie wszystkiego....czas na wdrożenie się w nowe obowiązki... i przygotować się na niejednokrotnie silny stres szczególnie na początku. Przecież nikt nie mówił, że będzie łatwo... Ale sukces to często droga od porażki do porażki...od błędu do błędu...ale -jak to mówią- dopóki walczysz, jesteś zwyciężcą..
Co do pewnej znajomości o której bazgrałam w poprzednim poście, to ten rozdział chcę już zamknąć i nie chcę więcej tego roztrząsać. Jeśli ktoś nie potrafi być przyjacielem wtedy, kiedy jest mi źle, to nie zasługuje żeby nim być również wtedy, kiedy jest mi dobrze.
Adieu!
czwartek, 3 grudnia 2015
I w górę....
Nie było mnie tu dłuższy czas.... a to dlatego, że dużo się działo. Pierwsze egzaminy za pasem, przede mną dwa kolejne. O ile jestem pewna, że pierwszy zdałam o tyle tego drugiego już zaczynam się obawiać. Przedmiot nie jest łatwy... niby wiem o co chodzi...rozumiem i ogólnie wiem na czym to polega ale wcale pewności nie mam czy to dobrze napiszę. No cóż...najwyżej poprawiać będę. Ogółem... nie ma źle. Uwielbiam spędzać czas na uczelni, bardzo polubiłam niektórych wykładowców ( szczególnie jednego miłego Pana doktora) są naprawdę w porządku, niczego nie utrudniają i widzę, że w razie problemu chętnie pomagają. To jest coś zupełnie innego od tego co widziałam na studiach informatycznych 17 lat temu... Bo w tamtych czasach, wykładowcy nie byli tak pomocni. Miałam wtedy wrażenie, że wręcz przeciwnie. Teraz mi się tam naprawdę podoba i czuję się jak ryba w wodzie...w przeciwieństwie do pracy, gdzie są momenty w których stres naprawdę bierze górę. 3 tygodnie temu miałam straszliwy kryzys... w ciągu zaledwie dwóch dni nawarstwiło się dosłownie wszystko. Stan psychiczny był tak zły, że zaczęłam podejrzewać u siebie ciężką depresję. Oberwałam kopa ze wszystkich stron naraz... ze szkoły, z pracy i z domu. Wtedy naprawdę spanikowałam. Bardzo potrzebowałam wtedy kogoś kto trzepnie mnie w plecy i powie " Nie martw się, to przejściowe....minie. Wszystko będzie dobrze". Na ironię...tam gdzie spodziewałam się znaleźć wsparcie, znalazłam tylko kompletny brak zrozumienia.To tak jakby kopnąć leżącego. Zabolało. Potwornie. Wsparcie znalazłam tam, gdzie się najmniej tego spodziewałam. I tutaj sprawdza się powiedzenie, że najlepszych przyjaciół poznaje się w biedzie. Nie sztuką jest być przyjacielem kiedy wszystko się układa...sztuką jest nim być kiedy wszystko się wali. W takich chwilach wtedy najbardziej widać na kogo można liczyć. A na kogo nie. Ja już to wiem.
Na dobranockę świetny kawałek... ciągle za mną chodzi i chodzi. I nie chce odejść :)
Czytaj dalej
Na dobranockę świetny kawałek... ciągle za mną chodzi i chodzi. I nie chce odejść :)
piątek, 2 października 2015
Przedweekendowe co nieco.
Wczoraj nie miałam siły tu nic nabazgrać. Wróciłam z pracy w fatalnym stanie, rozwalona zupełnie od środka i na zewnątrz.
Sytuacja była na tyle nieprzyjemna, że naprawdę chciałam już ze wszystkiego zrezygnować. "Mam to dupie"- myślałam sobie i było mi wszystko jedno czy firma mnie zwolni czy nie. Bo jak nie, to miałam wszelkie predyspozycje do tego, żeby zwolnić się sama.
Czułam, że muszę coś zrobić ale nie wiedziałam co. Postanowiłam rzucić się z motyką na słońce i na poważnie porozmawiać sobie z tą koleżanką. Nie powiem...bałam się tej rozmowy, bo nie wiedziałam jak ona się skończy. Rozmowa trwała ponad pół godziny. Wywaliłam kawę na ławę i na spokojnie powiedziałam o co mi chodzi, jak się czuję i jeśli tak dalej pójdzie to niestety, ale ta sytuacja jest dla mnie nie do wytrzymania i z pewnością coś będę musiała zrobić. Jakież było moje zaskoczenie kiedy koleżanka powiedziała, że rozumie to i miałam pełne prawo się tak czuć. Powiedziałyśmy sobie to i owo, wszystko obyło się na spokojnie i bez nerwów co mnie naprawdę cieszy, bo nie lubię się ani przekrzykiwać ani awanturować. Preferuję spokojną rozmowę, bo powiedzieć sobie można wszystko ale kulturalnie i bez nerwów. I w takiej atmosferze zakończyłyśmy rozmowę. Dzisiejszy dzień przebiegł już całkiem inaczej. Było wesoło, luzacko i w ogóle...fajnie. Robota też szła mi lepiej. Jeszcze z miesiąc temu widząc to czym miałam się zajmować, miałam przerażenie w oczach. Ale po dzisiejszym dniu stwierdziłam, że to wcale takie straszne nie jest. Owszem, jeszcze długa droga do biegłej wprawy przede mną, ale po dzisiejszym dniu wszelkie znaki na ziemi i niebie wskazują, że i tak jestem dużo do przodu niż byłam na początku. Cieszę się z tego bardzo, bo też bardzo mi zależy, żeby zacząć jak najszybciej być biegłą w tym co robię.
I tak postanowiłam zakończyć ten tydzień butelką dobrego wina. Mam powody do zadowolenia i mam nadzieję, że będą trwały długo.
Czytaj dalej
środa, 30 września 2015
Załamek dnia.
Dzisiaj choćbym nie wiem co robiła to i tak wszystko trafia szlag.
Nie umiem się niczym zająć, nie umiem także nic w domu zrobić, mogę tylko siedzieć na kanapie i właśnie nic nie robić.
W pracy znowu najadłam się nerwów, co skończyło się płaczem i gdybaniem " jak to dalej będzie" ? Nie wiem.
Nie lubię pracować z moją koleżanką, która mnie wdraża we wszystkie nowe obowiązki. Wprowadza bardzo nerwowy nastrój przez co mam wrażenie, że popełniam więcej błędów.Tak na dłuższą metę się po prostu nie da. I z jednej strony cieszę się, że za 2 tygodnie ona w końcu sobie pójdzie i będę mogła spokojnie pracować, z drugiej strony lęk bo jak utknę gdzieś to sobie dalej nie poradzę. I tak źle i tak niedobrze.
Przez chwilę też pożałowałam zmiany stanowiska. Jakby człowiek wiedział,że tak będzie to pewnie siedziałby na starym i miał spokojną głowę. A teraz nie dość, że obowiązki trzeba nadgonić to jeszcze znosić humory ciężarnej, niecierpliwej kobiety. Ja rozumiem, że ciąża rządzi się swoimi prawami ale pewnie rzeczy są tu nie do zaakceptowania.
Byle tylko...dotrwać.
Czytaj dalej
poniedziałek, 28 września 2015
Wieczorne bazgroły...
W końcu uporałam się z wyglądem bloga. Żeby toto miało jakiś wygląd, poświęciłam na to AŻ pół swojego popołudnia. Koniec końców efekt jest w miarę zadowalający aczkolwiek jest trochę pustawo...Ano dobra. Nic już nie ruszam bo jeszcze trochę i od groma opcji tych tu moje oczy dostaną oczopląsu a organizm drgawek. Już nie wspomnę ile " nerwófff" mnie to kosztowało...Teraz grzecznie łykam herbatkę i myślę co by tu nabazgrać. Od ostatniego czasu sporo mnie nie było....A trochę się działo....
Ze dwa miesiące temu zdałam w końcu te prawo jazdy. Za drugim razem. Na egzaminatora trafił mi się człek tak wredny i niedobry, że czasem sama się dziwuję jak ja to w ogóle zdałam. Wkurzacz, prostak i cham jakich mało...nie miałam pojęcia, że ludzie tego pokroju pracują w WORD-ach. Niesłychane...Nie mniej jednak mam to już za sobą i całe szczęście bo gdybym po kolejnym oblanym egzaminie miała trafić jeszcze raz na tego samego egzaminatora, to bym chyba szlaga w miejscu dostała .... Szkoda, że takich nie da się teleportować na Księżyc...dopiero byłoby zaćmienie. Qrde!
Po pełnym przebojów egzaminie, mój zakład postanowił mnie awansować stanowisko wyżej. Z jednej strony super bo kasa wyższa ale niestety i większe obowiązki też. I nie byłoby w tym nic godnego uwagi gdyby nie to, że nowych obowiązków to ja się muszę nauczyć od podstaw a tego nie dość, że jest dużo to jeszcze skomplikowane to. Mnie już czasem mózg paruje... a tu jeszcze szkoła do tego. I tak się uczę tego i owego. Na dwa fronty. Przy takich wysokich obrotach to aż boję się, że za jakiś czas mój wygląd będzie przypominał coś w rodzaju Einsteina...któremu każdy włos sterczy w inną stronę.Help !
Nabazgroliłam.
Idę spać bo rano trzeba wstać :)
Czytaj dalej
Subskrybuj:
Posty
(
Atom
)





